Cykl „Polskie Kobiety Sukcesu” – Mandalove to pasja

Cykl „Polskie Kobiety Sukcesu” – Mandalove to pasja

Mówi się, że jeśli kochasz to co robisz, to nie przepracujesz żadnego dnia w swoim życiu. To motto z pewnością przewodzi Hannie – właścicielce niezwykłej pracowni, z którą miałam zaszczyt się spotkać. Kilka lat temu poszukiwałam mandali, która odzwierciedlałaby mnie i moje potrzeby. Właśnie tak natrafiłam na Mandalove. Pracownie, która robi rzeczy niezwykłe i niesamowitą energię zamyka w niewielkich amuletach. Dziś mam przyjemność przedstawić Wam wywiad z jej właścicielką – Hanną Czyż.

Opowiedz mi kilka słów o swoim biznesie

Mimo, że od kilku lat Mandalove.pl a także projekt Sound of Mandala, trudno mi nazwać swoje działania biznesem. Dla mnie to przede wszystkim przestrzeń, w której mogę realizować siebie i swoje pasje na kilka różnych sposobów, pomagając przy tym innym ludziom. A moją pasją jest sztuka, arte- i muzykoterapia oraz psychologia. Jeśli chodzi o Mandalove.pl podstawą mojej pracy jest Mandala. Oprócz biżuterii handmade, obrazów na płótnie, szkle i wielu innych rzeczy, są także warsztaty malowania i interpretowania Mandali pod kątem arteterapeutycznym.

Wiele razy słyszałam, że obrałam trudną drogę, do dziś dla wielu ludzi samo słowo Mandala kojarzy się z obcą religią, magią i czarami. Stanowczo obalam wszystkie mity dotyczące Mandali i pokazuję, jak można wykorzystywać tę konkretną formę sztuki do wewnętrznej pracy nad sobą. Najważniejszym aspektem i podstawą Mandalove.pl jest to, że dzięki wszystkim moim działaniom i produktom zachęcam ludzi do tego, by ćwiczyli wsłuchiwanie się w siebie, w swoje potrzeby, pragnienia, emocje. Zachęcam do tego by moja biżuteria z Mandalami była tylko dodatkiem, czymś pięknym, przypominającym o tym, co na ten moment dla jej posiadacza jest ważne, wartościowe a czasem nawet trudne i stanowi podstawę do wewnętrznej pracy. Otwarcie mówię o tym, że Mandale, czy jakiekolwiek talizmany, amulety nie są żadnym remedium, które zapewni bogactwo, zdrowie, szczęście i sukces.
Dostaję wiele maili z prośbą o wybranie Mandali, ludzie czasem opisują siebie, swoje potrzeby, traumatyczne historie i wtedy zaczyna się prawdziwa „praca”, która polega na tym by pokazać, że fundamentem do pracy nad sobą jest zaufanie. Zachęcam wtedy by zaufać swojej (szeroko rozumianej) „intuicji”. Opis Mandali, który został przeze mnie stworzony opiera się na wiedzy arteterapeutycznej, znaczeniu kolorów i liczb, natomiast jest on tylko dodatkiem, uzupełnieniem. Zawsze podkreślam, że NAJWAŻNIEJSZE jest to, co dana osoba myśli o konkretnej Mandali, co ona dla niej znaczy, jakie emocje towarzyszą jej gdy patrzy na daną Mandalę. Zachęcam do tego by nadawać własne znaczenie Mandalom.
Mandala jest dla mnie narzędziem, które może rozpocząć niezwykły dialog między ludźmi. Przekonałam się wielokrotnie, że dzięki niej możemy lepiej zrozumieć nasze emocje, motywację czy przekonania jakimi kierujemy się w życiu. To w jaki sposób różni ludzie wybierają Mandale dla siebie, pokazuje co TERAZ chcą w sobie wzmocnić, z czym chcą pracować, a dzięki tej wiedzy możemy być na siebie uważni, traktować siebie, swoje życie, potrzeby i marzenia z szacunkiem, jako coś wyjątkowego i niepowtarzalnego.

To Twoja pierwsza praca? 

Mandalove.pl jest moją pierwszą działalnością. Bardzo długo „szukałam siebie”, nie wiedziałam kim jestem, dokąd zmierzam i co mam zrobić ze swoim życiem. Właściwie to wiedziałam, ale bardziej niż sobie zaufałam innym ludziom.
Od zawsze uwielbiałam malować, rysować, otaczać się sztuką i muzyką. Uczyłam się grać na pianinie, skrzypcach i trąbce. Bardzo ważna osoba w moim życiu powiedziała mi wtedy, że niepotrzebnie zajmuję się tym wszystkim, że to bez sensu robić tyle rzeczy, powinnam wybrać jedną i tego się trzymać. A ja w to uwierzyłam.
Przede wszystkim marzyłam o tym by zostać psychologiem, ale w szkole, w której się uczyłam nie było mi łatwo, a tuż po jej zakończeniu musiałam podjąć pracę, nie miałam możliwości by podjąć studia dzienne a na zaoczne najzwyczajniej nie było mnie stać.
Pracowałam na produkcji samochodów, później w markecie budowlanym na dziale ogrodniczym gdzie poznałam mojego męża. Wciąż szukając siebie zakończyłam współpracę z korporacją, przez kilka miesięcy pracowałam jeszcze jako recepcjonistka i asystentka zarządu, ale na tym zakończyła się moja „kariera zawodowa”. Zostałam bez pracy. Malowałam dużo na szkle, w tym Mandale.                                                    Zaczęłam też prowadzić „Spotkania Kreatywne” oparte na elementach arteterapii dla znajomych, a później już dla znajomych znajomych. Grono się powiększyło, ale i to musiałam zakończyć, ponieważ zaszłam w ciążę, której przebieg był dość skomplikowany, ale mimo trudności na dwa tygodnie przed porodem zdobyłam dyplom i certyfikat arteterapeuty.
Kiedy urodził się nasz syn Miłosz ja wciąż malowałam Mandale: na słoiczkach (jako lampiony), na szkle, na płótnie, ale mimo tego wciąż „szukałam siebie”. Nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić.

Jak to się zaczęło? Skąd pomysł na taki biznes?

Wspólnie z mężem pewnego wieczoru wpadliśmy na „genialny” pomysł, by otworzyć catering wegetariański. Sami od kilu lat byliśmy wegetarianami, więc wiedzieliśmy co i jak gotować. Zaprosiliśmy więc znajomych na obiad by podzielić się z nimi naszym „innowacyjnym pomysłem”. Opowiadałam z przejęciem jak to będę gotować z 3 miesięcznym dzieckiem na ręku, a później dowodzić jedzenie do klientów sama (bo mój mąż pracował na etacie). Pamiętam minę naszego znajomego (trenera, szkoleniowca), która wyrażała z jednej strony rozbawienie a z drugiej w pewnym sensie politowanie. Po moim entuzjazmie nie zostało dosłownie nic. Wskazał na wszystkie Mandale, które miałam rozrzucone w pokoju. Powiedział, że zamiast wege obiadu kupiłby od nas Mandale, w formie: naklejki witrażowej na okno, podkładki pod myszkę, kubka itp. Kiedy wyszli, pamiętam, że stałam oparta o kuchenne szafki i żywo dyskutowałam z Marcinem, moim mężem o inspiracji, Mandalach i pomysłach. Pamiętam jak zapytałam jak nazwiemy naszą firmę, a Marcin jakby od dawna znał odpowiedź, zaproponował – „A może Mandalove”? Kilka dni później uruchomiliśmy działalność. Kiedy Marcin wychodził do pracy, ja wracałam z dzieckiem ze spaceru, siadałam z nim na rękach przed komputerem i malowałam jedną Mandalę za drugą. Później zaczęła powstawać pierwsza biżuteria, mieliśmy kubki z Mandalami, podkładki, pudełka i wiele innych rzeczy. Cały czas pracowaliśmy i nadal niestrudzenie pracujemy nad jakością i wyglądem produktów. A do tego wszystkiego ponownie zaczęłam prowadzić warsztaty. I tak do dzisiaj.

Napotkałaś jakieś trudności na biznesowej drodze?

Scott Peck swoją książkę „Droga rzadziej przemierzana” rozpoczyna zdaniem „Życie jest trudne”. Dopiero gdy przyswoiłam tę swoistą „prawdę” przestałam obarczać się poczuciem winy za to, że moje życie nie jest usłane samymi „sukcesami” i nie przebiega tak, jak przebiegać „powinno”. Do dziś mam momenty, w których mierzę się z problemami finansowymi, ale przyjmuję ten fakt, że tak jest. Nie zniechęcam się, robię wszystko co w mojej mocy by być w działaniu i trzymać się wyznaczonego celu. Oczywiście zdarzają mi się momenty zwątpienia i bezsilności, ale dzięki mojemu wspaniałemu mężowi Marcinowi podnoszę się i idę dalej. Gdy tylko pojawiają się we mnie jakiekolwiek wątpliwości to przypominam sobie jego słowa: „wątpliwości są po to by nabrać pewności. Czasem trudno pogodzić mi wszystkie aspekty mojego życia: prowadzenie firmy, domu, bycie żoną, mamą, studentką psychologii, córką, siostrą i przyjaciółką. Wiem, że jest to trudne, ale możliwe i dające wiele satysfakcji. Dzięki temu co robię, co tworzę, dzięki ludziom, którzy mnie otaczają i dzięki mnie samej, realizuje swoje pasje i marzenia, a przy tym wspieram i pomagam innym ludziom.
Wiem, że warto! Chcę i będę robić to tak długo jak to tylko będzie możliwe 🙂

Jakie masz plany na przyszłość?

Chce nadal działać i rozwijać własne umiejętności, poszerzać wiedzę i zdobywać doświadczenie w arte i muzykoterapii. Pragnę również w profesjonalny sposób pomagać ludziom na płaszczyźnie psychologicznej. Na ten moment dążę do tego by naszą Mandalovą Pracownię „przeprowadzić” do centrum Katowic. Póki co w naszym małym mieszkanku zaczyna brakować już miejsca 🙂
Nieustannie poszerzamy instrumentarium naszego zespołu Sound Of Mandala i marzy mi się także większa przestrzeń by móc pomieścić w niej nasze instrumenty, których mamy już dość sporo (posiadamy dwa gongi, misy dźwiękowe i tybetańskie, sansulę, bęben szamański, djembe, didgeridoo, bębny burzowe i jeden oceaniczny, dzwonki koshi, gitarę, pianino i jeszcze kilka innych instrumentów).

 

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *